Poseł
Karol Działoszyński (605 B)

O mnie Moje prace Moje życie polityczne Poza polityką Moja pasja - telekomunikacja Forum Polecam menu.gif (6069 B)

Poza polityką.

Nie szło nam o stołki


Dzięki "Gazecie" mienie bezprawnie zagrabione po wojnie poznaniakom wróciło z Warszawy nad Wartę.

Zaczęło się od tego, że poseł Unii Wolności z Poznania Karol Działoszyński przysiadł sobie w sejmowym holu na jednym z pięknie rzeźbionych foteli, a następnie ... zajrzał pod niego. Czego tam szukał? - do dziś nie zdradził. Ważnej est jednak to, co tam znalazł, czyli prostą naklejkę przytwierdzoną przed 80 laty do drewna solidnym, pruskim klejem. Na naklejce był napis: "Schloss Posen". Działoszyński wstał i przyjrzał się uważnie fotelowi: zwieńczenia oparcia i otwory w nim imitowały kształt przedwojennych wież i okien poznańskiego Zamku.


Wszyscy święci z nami

Poseł Unii postarał się o opinię konserwatora zabytków, który ponad wszelką wątpliwość stwierdził, że stojące w holu na Wiejskiej fotele wyrzeźbiono w 1910 r. specjalnie dla poznańskiego Zamku, a wywieziono je stąd po wojnie w nie wyjaśnionych okolicznościach. Z tym glejtem w ręku rozpoczął pertraktacje z Kancelarią Sejmu na temat zwrotu foteli. Trwały już ponad trzy lata, kiedy postanowiliśmy sprzymierzyć się w tej walce z Działoszyńskim.

Przygotowaliśmy oprawną w skórę księgę i zaproponowaliśmy poznaniakom, by podpisali się w niej pod "petycją do decydentów warszawskich", w której domagamy się zwrotu naszych foteli. Zbieranie podpisów odbyło się w niedzielę 29 czerwca 1997 r., w dniu świętych Piotra i Pawła - patronów miasta. W kolejce do księgi, wystawionej na Starym Rynku pod pomnikiem św. Jana Napomucena, stały w skwarze setki poznaniaków. Wydarzenie to określiliśmy - jak się okazało, wcale nie na wyrost - największą manifestacją patriotyzmu lokalnego od czasów oblężenia Poznania przez Władysława Łokietka.


Znikający Zych

Takiego zaufania poznaniaków nie mogliśmy zawieść - doprowadzenie sprawy do końca stało się dla "Gazety" i Działoszyńskiego sprawą honorową. Poseł zorganizował więc specjalne spotkanie z marszałkiem Sejmu Józefem Zychem, któremu przekazaliśmy petycję poznaniaków. Liczyliśmy, że Zych - absolwent UAM - nie zlekceważy głosu mieszkańców miasta, które go wykształciło.n Poza tym przekonywaliśmy go, że "nam naprawdę nie chodzi o jakieś warszawskie stołki, lecz o nasze fotele". Marszałek zadeklarował: "pomożemy", po czym... zniknął z gabinetu marszałkowskiego, a o mały włos nie zniknąłby w ogóle z gmachu Sejmu. Po przegranych sromotnie przez PSL wyborach przestał być marszałkiem. W tej sytuacji sprawę musiał doprowadzić do końca nowy marszałek, gdańszczanin, kolega koalicyjny Działoszyńskiego - Maciej Płażyński. I doprowadził.


Siedzimy

Chcieliśmy, by powrót 19 neoromańskich, rzeźbionych foteli do Poznania miał uroczystą oprawę. Ówczesnemu dyrektorowi Zamku Adamowi Tychowskiemu zaproponowaliśmy więc 11 listopada - dzień świętomarcińskich szaleństw. Ten słoneczny, listopadowy dzień przyniósł nam wielką satysfakcję. Wielotysięczny tłum ludzi stojących przed zamkiem oglądał, jak coś, co jest jego własnością, wraca po blisko pół wieku na swoje miejsce. [...] - Wojciech Bartkowiak


*