Poseł
Karol Działoszyński (605 B)

O mnie Moje prace Moje życie polityczne Poza polityką Moja pasja - telekomunikacja Forum Polecam menu.gif (6069 B)

Poza polityką.

Piątek, 5 czerwca 1998

GŁOS TOWARZYSKI


Lwy charytatywne


Wraz z upadkiem muru berlińskiego pojawiły się w Polsce takie jak na Zachodzie kluby. W Poznaniu szczególnie aktywne i dynamiczne są Lwice i Lwy. O tym, czym jest lionizm i czym się on zajmuje rozmawiamy z członkami klubu Lions, wiceprezydentem Rady Europejskiej Lionsów - Krystyną Szmejową, z posłem Karolem Działoszyńskim oraz wiceprezydentem Poznania - Ryszardem Olszewskim.

- Co to znaczy być lwem?

- Krystyna Szmejowa: Lionsy są jednym z największych ruchów charytatywnych na świecie. Zrzeszają półtora miliona członków w 182 krajach i w 150 000 klubów. Dysponują budżetem półtora miliarda dolarów, nie licząc tego, co zarobią i co wpuszczą w kanał społeczny same kluby. Kwota półtora miliarda dolarów to składki członkowskie i testamentowe zapisy.

- Czym się lwy zajmują?

Trzeba odwołać się do naszego hasła. "We serve", my służymy. Służymy wsparciem finansowym, moralnym, psychicznym. Jeśli gdzieś pojawia się zapotrzebowanie na pomoc, my tam jesteśmy.

- Brzmi to tak pięknie, tylu jest w Polsce potrzebujących...

- Lionizm w Polsce to tysiąc członków, 45 klubów. Prominentne nazwiska ze świata polityki, biznesu, kultury. George Bush, AI Gore, Jimmy Carter, Giscard de Estaing, a w .Polsce były premier Jan Krzysztof Bielecki, obecny premier Jerzy Buzek. A w Poznaniu senator Wojciech Kruk, prezydenci tego miasta Kaczmarek, Olszewski, May. Świat nauki profesor Pecold, profesor Juszczyk, pół Akademii Medycznej. A na szczególną uwagę zasługuje koleżanka z mojego klubu Pro Patria prof. Kazimiera Milanowska, dzięki której to Lions zaistniał w Polsce. Poznań jest oficjalną siedzibą lionizmu polskiego. Bo tutaj został założony i zarejestrowany w marcu 1990 roku pierwszy męski klub, a mnie wtedy profesor Milanowska poprosiła o zorganizowanie pierwszego klubu żeńskiego. W Poznaniu też powstał pierwszy w Polsce klub młodych.

- Potocznie chyba jednak nadal kluby kojarzone są z masonerią?

- Karol Działoszyński: Nie można w ogóle porównywać tych ruchów. My jesteśmy po to, aby służyć i pomagać innym. Lionizm to zorganizowana i przemyślana struktura organizacyjna, która uczy konsekwencji w udzielaniu pomocy innym. Taka potrzeba drzemie zapewne w każdym człowieku, ujawnia się jednak zazwyczaj przypadkowo, gdy nagle trzeba komuś pomóc. A tutaj pomaga się w sposób stały. Tutaj nie działa się w sposób wiwatowy, ale ciągły. Mój klub ma pod opieką Dom Dziecka w Kobylnicy i my konsekwentnie ten Dom od lat wspieramy. Nie zapominajmy jednak, że lions jest też klubem towarzyskim. Pewną formą życia towarzyskiego swojej społeczności. Jedną z cech lionizmu jest wewnętrzna integracja. Bo żeby można było coś razem zrobić, trzeba najpierw stworzyć przyjacielską grupę, w której można też spotkać się na koncercie, obiedzie czy na pikniku.

- Ryszard Olszewski: Chciałbym wrócić do początków naszego ruchu w Poznaniu i raz jeszcze przywołać nazwisko prof. Milanowskiej. Przed laty Szwedzi budowali na zapleczu Szpitala Ortopedycznego tzw. "domek szwedzki". I ten domek w całości wyposażyli nam właśnie lioniści szwedzcy. Prof Milanowska w tym czasie była częstym gościem w Szwecji. I będąc tam, wpadła na pomysł, aby przeszczepić ten ruch na grunt polski Duchem opiekuńczym ze strony szwedzkiej był Lenard Sandberg, człowiek niezmiernie zasłużony dla poznańskiego szpitalnictwa. Kiedy przed laty prof. Milanowska zadzwoniła do mnie, chcąc zainteresować mnie lionizmem miałem bardzo mgliste pojęcie o tym czym jest ten ruch. Od niej i od Sandberga się to zaczęło. A klub Sandberga nadal nam pomaga. Po powodzi wybudował w Lewinie Brzeskim dom kultury. Może jeszcze tylko rozszyfruje nazwę klubu. Lion to lew. Ale także skrót pierwszych liter hasła: Liberty, Inteligence, Our, Nation, Safety.

- Gentlemani nie rozmawiają o pieniądzach, ale powiedzcie mi państwo czy to klub ludzi bogatych, czy osób ustosunkowanych?

- My nie możemy się porównywać z Zachodem, gdzie członkami klubu są rzeczywiście ludzie bardzo bogaci. Przynależność do klubu jest jednak rodzajem nobilitacji, a to powoduje, że wielkie spółki lgną do nas.

- Czy lionizm polski ma jakieś własne piętno?

- K. D.: Do Polski lionizm przeniesiony został ze Szwecji. I przez to ma on charakter społeczny. Gdyby przyszedł z Anglii czy Francji miałby charakter bardziej elitarny, snobistyczny.

- K. Sz.: Ludzie, którzy są członkami naszych klubów dzielą się na tych, którzy wnoszą pieniądze lub własną pracę. Zamożność jest rzeczą względną. Dla jednych dwa tysiące złotych to duża suma, dla innych dwadzieścia tysięcy złotych. Pytają mnie, czy tylko ludzie bardzo zamożni mogą do lionów należeć? My przyjęliśmy, że dzielimy się tym, co mamy w nadmiarze. Dajemy to co dać możemy. Swój czas, swoje kontakty, swoją pozycję towarzyską. Ja bym zaryzykowała takie twierdzenie, że na całym świecie jest tak, że nazwisko nobilituje znaczek klubu. A nie, że znaczek nobilituje kogoś. A liga nobilituje ten znaczek swoją pozycją. swoją postawą.

- R. O.: Ja bym chciał zwrócić uwagę na kodeks honorowy. Zaczyna się od słów: "będę okazywać wiarę mego powołania poprzez gorliwą praktykę, aby swoją działalnością zasłużyć na dobre imię". To bardzo zobowiązujące.

- K. Sz.: Mnie praca w tym ruchu daje ogromną satysfakcję. Kiedy ofiarowywaliśmy klinice okulistycznej laser za 60 000 dolarów to wszyscy w moim klubie Pro Patria cieszyliśmy się jak dzieci.

Notował OLGIERD BŁAŻEWICZ

*